29 grudnia 2014

Mikołaj z Essence


Skoro już jest po Świętach to pochwalę się moją zdobyczą, a właściwie prezentem od Essence. W Mikołajki w kilku miejscach w Berlinie przedstawiciele firmy rozdawali paczki z kosmetykami. Tłum szalonych nastolatek trochę nas zaskoczył (gdyż nie byłam sama, towarzystwa dotrzymywała mi koleżanka, która znalazła całe wydarzenie w sieci, a że jest tak kochana i od razu pomyślała o mnie i o moim uzależnieniu to wybrałyśmy się we dwie). Koniec końców udało się nam otrzymać paczki, w których było naprawdę sporo rzeczy.


Na początek - żelowe wkładki do obcasów (bardzo przydatna rzecz, o ile chodzi się w obcasach, ja ostatnio miałam je na studniówce....), separatory do stóp i naklejki na paznokcie (których raczej nie wykorzystam). 


Róż i rozświetlacz w kremie. Aplikują się w miarę ok, trzeba jedynie wypróbować kilka metod. Różu jeszcze nie testowałam na dłuższą metę, ale o rozświetlaczu już coś powiedzieć mogę. Jest delikatny, tworzy bardzo ładną taflę, nie jest to nic brokatowego, nie ma dużych drobinek. Niestety trwałością nie zachwyca, ale myślę, że jak na taką cenę (ok. 15 zł) nie jest źle. 


Róż jest w neutralnym kolorze, lekko wpada w brzoskwinkę.


Na tym zdjęciu rozświetlacz wydaje się być biały, ale nic bardziej mylnego, na poniższych zdjęciach można zobaczyć jak ładnie się mieni i jaką tworzy taflę.




Pędzelek kabuki - idealny do nakładania pudru, w tym też celu go stosuję. Zawsze idzie ze mną na miasto, gdyż jest mały, poręczny i bez problemu mieści się w małej kosmetyczce. 
Tusz do rzęs - ja swojego tuszu z MacFactora nie wymienię na żaden inny, bo zawsze jak testowałam nowe to kończyłam z efektem pandy, tak więc tusz wyląduje w kosmetycze Mamy.
Eyeliner w kałamarzu - cóż, moje oko i jego opadająca powieka niestety nie są stworzone do noszenia eyelinera, w szczególności pięknej, wywiniętej kreski. Jednak od czasu do czasu można zrobić kreskę bez 'jaskółki', i tego się będę trzymać!


Szminka - oj tak, coś, co tygryski lubią najbardziej! Matowa, lekko różowa, wpadająca w brzoskwinkę, idealna do dziennego makijażu.



Cienie - najlepsze, bo w neutralnych kolorach. A brązy pasują każdemu. Cienie nie są mocno napigmentowane, ale może to i dobrze... Do dziennego makijażu idealne, a i coś mocniejszego się stworzy. Brakuje mi tylko jakiegoś matowego wykończenia, bo wszystkie są perłowe/połyskujące/z drobinkami.


Były szminki, teraz są błyszczyki. Ja za nimi nie przepadam, więc dostanie je moja siostra. Pierwszy smakuje truskawkowo, drugi jest bardzo połyskujący i nie można go nałożyć dużo, w przeciwnym razie skończymy z białymi ustami, co może wyglądać ... cóż, osobliwie.


I jeszcze kilka gadżetów, które dostałyśmy poza paczką. Czarny brokat na paznokcie, piękny, miedziany, połyskujący cień, w sam raz na sylwestra. Jest też sztyft do skórek wokół paznokci, pachnie pięknie i nawilża. I szminka... tak, wiem, wygląda okropnie, jakaś brązowa?! Jak to wygląda na ustach? A powiem Wam, że super! Szminka nie jest mocno napigmentowana, więc dużo koloru nie daje, nazwałabym ją raczej koloryzowanym balsamem do ust. Mi się podoba i myślę, że to jest produkt, który kupiłabym ponownie!